Czas zatopić watahy „polityków” niszczące Rzeczpospolitą

Polskę nawiedziła powódź 1000-lecia. Ogromne obszary naszego kraju znalazły się pod wodą. Zniszczeniu uległ nie tylko ludzki dobytek, ale i cała prawie infrastruktura techniczna niezbędna do funkcjonowania miast i wsi. Sytuacja jest o wiele gorsza niż wskazują na to medialne przekazy, które nie informują, że powódź dotknęła 25% – 30 % powierzchni kraju i powódź jeszcze się nie skończyła, trwa.

Ogromne opady deszczu, które spowodowały wylanie rzek, to oczywiście dopust Boży. Ale za rozmiary klęski winić już Opatrzności nie można. Za ten dramat ludzi, którzy stracili dorobek życia, swojego i poprzednich pokoleń, winę ponosi rządząca naszym krajem od 1989 r. cała zgraja antypolskich, antypaństwowych elementów. Polskie Państwo rozmiarom takiej klęski nie jest w stanie przeciwdziałać administracyjnie, organizacyjnie i gospodarczo, bo Polskie Państwo jest systematycznie ograbiane i demontowane przez rządzących. Gdyby nie ludzka, społeczna samoorganizacja i wzajemna pomoc rozmiary klęski byłyby jeszcze większe. Polacy w trudnych momentach swojej historii potrafią być solidarni, pomagają sobie finansowo i rzeczowo. Rzecz znamienna, im, kto biedniejszy, tym chętniej udziela pomocy poszkodowanym rodakom – coraz więcej ludzi w Polsce wie, co to bieda. Gdy już o biedzie mowa, to może warto przypomnieć, że w Polsce 95% podatników wpłaca do budżetu państwa tyle samo, ile pozostałe 5% najbogatszych podatników – sytuacja jak w afrykańskich koloniach, jak w biednych krajach Ameryki Łacińskiej, a nie w centrum Europy XXI wieku, w kraju, który jeszcze 327 lat temu był europejską potęgą chroniącą Europę przed tureckim najazdem.

Od ponad 20 lat nie dba się o kanały ściekowe, nie remontuje i nie buduje nowych wałów przeciwpowodziowych, nie powstają zbiorniki retencyjne. Nawet po doświadczeniach wielkiej powodzi z 1997 r. nie powstały do dziś plany przeciwpowodziowe – obecna powódź jest większa niż dwie wielkie poprzednie z 1934 r. i z 1997 r. łącznie. Nie powstają plany zagospodarowania przestrzennego, a jeśli już są sporządzane, to wyłącznie pod kątem zysku dla obcych firm budowlanych, bez uwzględnienia zagrożeń np. powodziowych (budowanie osiedli w polderach zalewowych) – samorządy mamy takie, jakie sobie wybierzemy.

Straż pożarna nie dysponuje odpowiednim sprzętem, ani odpowiednią jego ilością. Nie istnieje już praktycznie polska armia, a jej sprzęt transportowy, którym można byłoby przewozić ludzi i ich dobytek zagrożony powodzią, decyzją antypolskich władz został zniszczony – władze państwa mamy takie, jakie sobie wybierzemy.

Poszkodowanym przez powodzie, głównie rolnikom, proponuje się preferencyjne kredyty bankowe, żeby przy okazji następnej klęski powodziowej (na mniejszą skalę występują one każdego roku), czy okresu suszy, nieurodzaju i z tego powodu niemożności terminowego regulowania spłat, wywłaszczyć ich z posiadanego majątku (oto przykład: http://www.knurowski.cba.pl/). To nie jest żart, to nie są brednie. Likwidację polskiego rolnictwa zapisano w traktacie akcesyjnym Polski do UE.

Czy, zatem nikt nie żałuje, że w różnych dotychczasowych wyborach zamiast na osoby o poglądach narodowych, nacjonalistycznych głosował na „eurodewiantów”?
A unijna pomoc dla polskich powodzian, którą można i należy rozpatrywać w kategoriach politycznego żartu, bo te 200, czy 300 mln € są raczej nietaktem, choć to prawda, że każdy grosz się przyda, nie powodują otrzeźwienia u euroentuzjastów? Tym bardziej, gdy komisarz d/s budżetu UE, J. Lewandowski naprawił tę medialna pomyłkę twierdząc, że wszystko, co możemy otrzymać od UE, jako pomoc dla powodzian, to najwyżej 100 mln €.

Grecja (11 mln ludności) w ramach pomocy w zwalczaniu finansowego kryzysu otrzyma od UE w ciągu trzech lat 110 mld € – Polsce (38 mln ludności) na lata 2007 – 2013 UE przyznała 77 mld € tzw. unijnego dofinansowania, które nie wiadomo, czy Polska ostatecznie otrzyma w przewidzianej wysokości i czasie.
Trzeba jednak powiedzieć szczerze, że pomoc UE dla Grecji nie jest pomocą dla Greków. Jest wypłatą dla „anglosaskich” finansowych spekulantów i bankierstwa ich złodziejskiego zysku, do którego Grecy – prawosławni katolicy muszą się jeszcze dołożyć.

W sytuacji powodziowej klęski Polska powinna zawiesić wszelkie płatności na rzecz UE. Powinniśmy wręcz zażądać od UE zwrotu wszystkich naszych dotychczasowych wpłat pomniejszonych o unijne „dofinansowania”. UE winna nam również zwrócić ogromne koszty okresu stowarzyszenia z UE oraz wszystkie straty związane z ograniczeniem i likwidacją polskiej produkcji, do czego Polskę zmuszono, a co realizowały antypolskie rządy.
Jeśli państwa europejskie mają w ramach UE tworzyć wspólny obszar ekonomiczny, to każde z nich musi najpierw osiągnąć zbliżony poziom gospodarczy i zbliżoną zamożność obywateli. To jest logiczne ekonomicznie i politycznie. Każda próba tworzenia wspólnego organizmu na innych zasadach jest międzynarodowym przestępstwem. Czy któryś z nagłaśnianych przez żydo-media tzw. polskich polityków wyartykułuje taki pogląd?
Finansowanie udziału polskich wojsk w agresji na Afganistan i na Irak również nie znajduje żadnego uzasadnienia polskimi interesami. Wspomagając amerykańsko-syjonistyczną agresję w tych państwach rządzący Polską tracą miliardy złotych okradając z nich polskich podatników.

Pomoc finansowa państwa – pomoc poważna i realna – dla powodzian praktycznie nie istnieje. Sam premier W. Pawlak przy okazji obecnej powodzi przyznał, że nie dotarła jeszcze obiecana pomoc finansowa do ludzi poszkodowanych w ubiegłorocznej powodzi.
Czy mogą istnieć finansowa pomoc państwa i jakiekolwiek plany przeciwpowodziowe, plany naprawy szkód popowodziowych – nie wspominając o planach rozwoju gospodarczego kraju -, gdy polityka finansowa znajduje się poza rządem i sejmem i gdy ogromne kapitały finansowe wypływają z naszego kraju do tzw. zagranicznych inwestorów?
Rząd, który nie decyduje o polityce finansowej kraju, a więc nie decyduje o emisji nowych, dodatkowych pieniędzy na budowę i odbudowę dróg, szkół, infrastruktury technicznej, zakładów produkcyjnych itp., nie decyduje praktycznie o niczym.

Siły wytwórcze narodu lub tzw. czynniki produkcji – precz z narodem wrzeszczy kosmopolityczna banda, więc „czynniki produkcji” to poprawny politycznie termin – to według nauki ekonomii ludzie, ziemia i kapitał.
Czynnik ludzki jest w Polsce wykorzystany zaledwie w 48%, ponieważ pozbawienie rządu i sejmu mocy decyzyjnych dotyczących polityki finansowej państwa uniemożliwia wykorzystanie ogromnej rezerwy ludzkiej w postaci 52% bezrobocia.
Kapitał finansowy i rzeczowy (własność środków produkcji) nie istnieją, ponieważ rządzący pozbawili Polaków systemu bankowego i większości zakładów produkcyjnych.
Z wspomnianych trzech czynników produkcji została nam jeszcze ziemia, z której chce się Polaków wywłaszczyć różnymi sposobami:
1. przez zmuszenie do realizacji inwestycji w ochronie środowiska
współfinansowanych przez UE, ale realizowanych najpierw z kredytów bankowych
– kto i z czego je spłaci przy braku polskiej produkcji?
2. przez udzielanie kredytów hipotecznych, czyli pod zastaw,
3. przez systematyczne zadłużanie budżetu państwa oraz budżetów samorządowych,
4. przez zaniżanie wynagrodzeń i wzrost podatków pośrednich,
5. przez podatek katastralny, który ma być wprowadzony możliwie szybko,
6. przez kredytowanie na „preferencyjnych” zasadach poszkodowanych np. powodzią.

Główny Urząd Statystyczny wydał w 2009 r. broszurę „Polska w UE 2009”. Można w niej wyczytać, że PKB/mieszkańca wynosi w Polsce 55% – 60% przeciętnego PKB w UE. Biorąc pod uwagę ogrom zniszczeń, jakich rządzący dokonali w polskiej gospodarce w ciągu ostatnich 20 lat, to wielkość polskiego wskaźnika PKB na tle Europy może nawet pozytywnie zaskakiwać, a świadczy to wyłącznie o potencjalnych możliwościach polskiej gospodarki i Polaków. Ale w tej broszurce znajdują się i inne dane, np.: przeciętne wynagrodzenie w Polsce jest od 3 do 6 razy niższe niż w państwach UE, świadczenia socjalne (w tym zasiłki dla bezrobotnych, jeśli je otrzymują) są w Polsce 10 razy i więcej niższe niż w państwach UE przy zbliżonych cenach i kosztach utrzymania w Polsce i w UE.
Czy dane te nie skłaniają do refleksji nad stanem politycznym Państwa Polskiego?
Czy twierdzenie, że rządzący celowo realizują politykę pauperyzacji Polaków, a poprzez nią eksterminacji Polskiego Narodu jest błędne? Czy można przyjąć, że kolejne rządy składały się zawsze z bandy nieudaczników, że rządzą nami sami idioci? I dalej, czy Polacy są tak głupim narodem, że wybierają do władz samych kretynów?
Czy Polacy, doprowadzeni przez ostatnie 20 lat do nędzy (ostatnie miejsce w Europie, 78 w świecie) będą w stanie odtworzyć swój stan posiadania sprzed powodzi? Czy polskie społeczeństwo ma ponosić konsekwencje przestępczej działalności antypolskich władz?

Niezbadane są wyroki Niebios. Jeśli ta straszna powódź jest zrządzeniem Opatrzności – jeśli wolno tak myśleć – to być może jest w tym większy zamysł – paradoksalnie – zamysł ocalenia Polskiego Narodu. Ocalenia przez zmuszenie nas do pogłębionej analizy i refleksji nad stanem Państwa Polskiego i do wywołania wielkiej, ogólnokrajowej powodzi – tym razem bardzo potrzebnej – powodzi politycznej, która zatopi całą watahę antypolskich, antypaństwowych, bezczelnie udających katolików elementów rządzących. Potrzebujemy politycznej powodzi, która zatopi wszystkich Tusków, Buzków, Kaczyńskich, Kwaśniewskich, Wałęsów, Olechowskich, Balcerowiczów, Lewandowskich i Komorowskich itp., itd. i ich partyjne bandy.
Nie ja pierwszy odkryłem plany Niebios, zrobiły to aktualnie rządzące elementy, które boją się ogłosić stan klęski żywiołowej, bo spowoduje to przesunięcie terminu wyborów prezydenckich. Ten dodatkowy czas z pewnością ujawniłby społeczeństwu organizacyjny i decyzyjny bezwład oraz kłamstwa władzy i obietnice bez pokrycia o pomocy dla powodzian. Może on spowodować niezadowolenie poszkodowanych, które przełoży się na ich wyborcze preferencje, a wtedy władza popłynie, spłynie do kloaki dziejów, tam gdzie jej należne miejsce.

Jedyną, prawie już ostatnią, polską własnością jest ziemia polskiego rolnika, a prawie ostatnią, większą polską produkcją są plony jego ciężkiej i coraz gorzej opłacanej pracy. Dlatego skutki wielkiej powodzi dla tej własności i produkcji będą bardzo niebezpieczne nie tylko dla samych właścicieli i producentów – rolników, będą niebezpieczne dla całego Narodu i dla naszego Państwa.

Jeśli Naród Polski odzyska w Polsce władzę, a tak z pewnością się w końcu stanie, rolnictwo będzie tą dziedziną gospodarki, która umożliwi nam odbudowę i rozwój kraju po niszczących rządach antypolskiej watahy. Dlatego rolnictwo, ostatnia polska produkcja i własność wymagają od nas wszystkich szczególnej troski i ochrony. Ale nasza polska solidarność nie może się kończyć na zbieraniu darów dla powodzian. Musi to być solidarność polityczna i polityczna ludowa mądrość. Ta polityczna ludowa mądrość powinna nam podpowiedzieć, kogo ustanowimy prezydentem Rzeczpospolitej.
Jeśli wyłączymy żydo-media i zaczniemy myśleć samodzielnie i po polsku, to zauważymy, że mamy w tych wyborach polskiego kandydata na prezydenta. Mamy polityka, który swoją polityczną drogę rozpoczął właśnie od rolniczych protestów w obronie polskiej własności, w obronie polskiej ziemi i polskiej produkcji. Doszedł do stanowiska ministra rolnictwa. Jest człowiekiem inteligentnym i utalentowanym, racjonalnym politykiem – czy zostałby ministrem rolnictwa, gdyby tych cech nie posiadał? Nie należał przecież do „okrągłostołowej” bandy niszczycieli Polski, zawsze reprezentował polskie interesy, interesy Polaków. Dlatego on i jego partia zostali podstępnie usunięci z sejmu RP, a on sam był wielokrotnie bezpodstawnie oskarżany przez sądownictwo podległe mafijnym strukturom państwa. Tym politykiem i kandydatem na urząd prezydenta RP jest Andrzej Lepper.

Polityczną, wielką powódź rozpocznijmy wyborem Andrzeja Leppera na urząd prezydenta RP. Andrzej Lepper nie jest sługusem Brukseli i Berlina, jak B. Komorowski, nie jest sługusem Waszyngtonu i Tel Awiwu, jak J. Kaczyński. Andrzej Lepper chce służyć Polsce i Polakom, chce godnie reprezentować nasze polskie interesy, chce bronić naszego polskiego, narodowego prawa do być i mieć.
Udające polskich polityków i katolików antypolactwo spuśćmy do politycznej kloaki, niech tam sczeźnie.

Dariusz Kosiur

Reklamy