Poniższy tekst dotyczy samorządowej władzy jednego z podwarszawskich miast. Nie mniej opisane w nim zdarzenia występują powszechnie we wszystkich mniejszych i większych miastach Polski. Skrajnym przykładem może być tu Warszawa. W lipcu 2009 r. władze stolicy przy pomocy umundurowanych band z firm ochroniarskich, pod osłoną policji, siłą, w sposób brutalny pozbawiły miejsc pracy polskich kupców. Usunięto ich z Kupieckich Domów Towarowych znajdujących się w centrum miasta pod pretekstem rozpoczęcia w tym miejscu prac budowlanych. Do dnia dzisiejszego prac tych nie rozpoczęto. Władza samorządowa Warszawy przewiduje ich rozpoczęcie w terminie dokładnie określonym i sprecyzowanym: za lat kilka.

Podobne sytuacje i zdarzenia będą miały miejsce tak długo, jak długo system finansowy, podatkowy, polityczny będzie oparty na wzorach żydowskich, prawo i wymiar sprawiedliwości będą zjudaizowane, a władze naszego kraju będą cechowały obcoplemienność i filosemityzm, a przede wszystkim antynarodowość i antypolonizm.

Tekst jest przeznaczony dla prasy lokalnej, a więc musi być poddany autocenzurze, czyli nie wolno w nim wskazywać jednoznacznie na przyczyny niszczenia tego wszystkiego, co składa się na funkcjonowanie organizmu państwa.

Rzecz będzie o otwockich samorządowcach.

Zacznę jednak od pewnej z życia wziętej historii. Na początku lat 1980. pracowałem w Przemysłowym Centrum Optyki (PCO) w Warszawie. Zakład zbudowano na przełomie lat 1970/80. Produkował urządzenia laserowo-optyczne, 50% produkcji na potrzeby wojska, 50% na rynek. PCO posiadało najnowocześniejsze maszyny, jakie produkował w latach 1970/80 zachodni świat. Jeszcze trzy lata temu sprzedano indonezyjskiej armii laserowe celowniki do czołgów wyprodukowane w PCO mimo, że PCO już nie funkcjonowało.

W miejscu PCO na ul. Ostrobramskiej stoją dziś dwa wielkie banery z napisem: „gruz do sprzedania” – z PCO nie został kamień na kamieniu – to przykład odpowiedzialnego zarządzania gospodarką kraju.

Zdarzyło się razu pewnego w PCO, że dyrektor ds. technicznych podjął decyzję o produkcji kilkuset obudów do czołgowych akumulatorów. Swojej decyzji nie skonsultował z wojskiem. Przyjął wymiary akumulatora według własnego „widzi mi się”. Wyprodukowane obudowy wylądowały na śmietniku. Dyrektor świadom absurdalności własnego błędu, w poczuciu winy i wstydu uciekł z zakładu.

W 2005 r. samorządowe władze i ówczesny prezydent Otwocka podjęły decyzję o likwidacji w centrum miasta pawilonu handlowego i zbudowaniu na jego miejscu innego, nowocześniejszego. Wybrano także firmę inwestora. Ostateczny projekt pawilonu pozytywnie zaopiniowali „fachowcy” z komisji ochrony środowiska i urbanistyki w 2007 r. Wybrano najgorszy i najbrzydszy z możliwych projektów. Te odrzucone, może i nie najdoskonalsze, przynajmniej wielkością nawiązywały do okolicznej zabudowy, a kolorystyką do charakteru miasta leżącego wśród sosnowego lasu.

Rozpoczętą w 2007 r. inwestycję przerwano po wykonaniu zaledwie podziemia już w końcu 2009 r. w związku z finansowymi tarapatami firmy inwestora. Kiedy budowa ruszy ponownie? A kto to wie? Za ten stan rzeczy panowie samorządowy najchętniej obwiniają firmę inwestora – zapomnieli, że sami ją wybrali! – i oczywiście ślepy los. A przecież wybór firmy inwestora nastąpił w iście europejskim stylu, w drodze obowiązkowego przetargu, w którym jako zasadnicze kryterium przyjęto „widzi mi się”, „widzi nam się” komisji samorządowej. Nasi samorządowcy jeszcze się chyba nie zorientowali, że decyzje o znaczeniu gospodarczym podejmuje się nieco inaczej niż decyzje w grach hazardowych, np. przy obstawianiu liczb w Totolotku. Obawiam się, że jedna kadencja to z pewnością zbyt mało, żeby dopracować się takich wniosków. Póki co, wychodzi na to, że intelektualne predyspozycje naszych decydentów predestynują ich raczej do uprawiania hazardu, a nie do zarządzania najmniejszą nawet jednostką administracyjną kraju.

Decyzje gospodarcze muszą być rezultatem racjonalnego myślenia. Wszystko da się wyliczyć, sprawdzić i przewidzieć, a margines błędu – rzecz ludzka, jednak przewidywalna – odpowiednio ubezpieczyć lub zabezpieczyć.

Tymczasem decyzja naszych samorządowców jest rezultatem braku wiedzy (to prawda, że dziś coraz trudniej utożsamiać ją z dyplomem uczelni), zwyczajnej niefrasobliwości, a być może i złej woli. Przykładów potwierdzających taki stan rzeczy jest mnóstwo.

W związku z decyzja samorządowców miasto poniosło wymierne straty finansowe. Razem z dawnym pawilonem handlowym zniknęły podatki od pracujących w nim kupców. Część z nich oraz ich pracownicy zasilili szeregi bezrobotnych – to są także ujemne koszty społeczne.

Nie jest bez znaczenia, że w tej nowej placówce handlowej, która nie wiadomo, kiedy powstanie, nie przewidziano miejsca dla otwockich – polskich kupców. Wątpliwe jest też, czy stać ich byłoby na czynsz za wynajem pomieszczeń?

Nie słyszałem, żeby któryś z otwockich samorządowców–decydentów z powodu błędnej, nie przemyślanej decyzji uciekł od swojego biurka, czy z miasta. Dyrektor w przytoczonym przeze mnie przykładzie miał przynajmniej poczucie wstydu – ale to były, mimo wszystko, trochę inne czasy.

Jest prawdą, że za stan naszej świadomości społecznej, gospodarczej, narodowej, państwowej, czyli politycznej odpowiadają system oświaty i powszechne media. Jednak to my ponosimy konsekwencje wszystkich naszych złych wyborów i aprobaty dla całokształtu aktualnej polityki. Nikt nie zdejmie z nas odpowiedzialności za nas samych i za stan naszego państwa. Nie powierzajmy, zatem naszych spraw medialnym indywiduom – nieprzewidywalnym nieudacznikom, często głupcom lub świadomie działającym na naszą szkodę politycznym oszustom.

A swoja drogą powinno zastanawiać mieszkańców, że 40 tys. miasto nie jest w stanie samo sfinansować budowy jednej większej chałupy z przeznaczeniem na działalność handlową i czerpać z tego wyłączne korzyści dla miejskiego budżetu? Ale to już historia na inne opowiadanie.

Dariusz Kosiur

Reklamy